Post pojawia się dzisiaj, ponieważ wczoraj nie byłam absolutnie niezdolna do czegokolwiek. Przeczytacie o tym za chwilę.
Raz na jakiś czas pojawia się u mnie pewien stan, którego nie potrafię wyjaśnić do końca. Jest to dzień, kiedy nie jestem w stanie poradzić sobie z najmniejszymi nawet sytuacjami 'sru'. Kiedy wszystko skumulowane z ostatnich dni, tygodni, a nawet miesięcy wychodzi w ciągu tego jednego popołudnia czy wieczoru.